poniedziałek, 5 grudnia 2011

Powstanie...


Leżę na łące u stóp  wielkiej góry
Bączek przeleciał, za uchem zabzykał
Przejechało blaszane pudło- cud Ameryka !
smród wyłoniło z ust grubej rury!

Zakrztusić, odchrząknąć, fuj! Ble !
Gdzie górskie czyste powietrze jest?
Powietrze co zmysły do życia napędza
Wąchać, oglądać, dotykać, przekręcać

Leżę na łące i nic nie robię
Chyba ktoś wlazł w łajno krowie
Śmieję się z niego, a co ?
Płakał nie będę.

Na szczęście!

Nikogo nie zwodzę
Jak chochlik Moniuszki
Choć o halce bielutkiej
W koszmarach błądzę

Leżę na łące od trzech dni ,bez przerwy
I gadam ze sobą, to z Panem
Ma chłop nerwy…

Urocze te chwile
W słońcu odchodzą
I nie jest mi smutno
W powiewie wolności brodzą

Lecz przepadną stąd wszystkie moje wspomnienia
Nocami tu leżąc, gdy szukam natchnienia
…Ze stali tu kiedyś powstanie zamek

Brak komentarzy: