Biegłem przez pole usłane pszenicą
Widziałam jak skakał kozioł za samicą
Słuchałem jak z wiatrem jaskółka kwiliła
Nisko szybując deszcz przywodziła
Czułem na nogach drażniące rozdarcie
Podrapać się chciałem, lecz biegłem uparcie
Biegłem przez pole i deszcz nagle lunął
Tuzin jaskółek gdzieś przepadł odfrunął
Cwane to bestie, prorocze zwiastuny
Z góry ktoś w złości rozrzuca pioruny
Życie swawolne w blasku przed oczami
Ujrzałem, lecz biegnę myśląc nad zmianami
Biegłem przez pole usłane pszenicą
Siły już brakło. Maryjo Dziewico!
Zza horyzontu wyraźnie jak gdyby znienacka
Wychynęła chałupa stara, prostacka
Gospodarza zarysy widome na jawie
Machał, wołał, czekał przy stygnącej kawie.
Dobiegłem przez pole zmoczonej pszenicy
Do dworku z drewnianą stodołą z sośnicy
Gdzie tuzin jaskółek już dawno ukryty
Pod facyjotem w gnieździe ciepło uwitym
I w końcu też ciepło posiadam i ja
Bo odnalazłem dom. Tam moja rodzina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz