Na gałęzi za oknem czarno-biały siedzi
Strudzony, zziębnięty choć słońce świeci.
Przyleciał i drugi na chwilę popatrzeć
Coś dziubnął - odleciał - by ślady zatrzeć
Czarno-biały ocknął się nagle
Roztrzepał lotki, rozdrapał czule
Czyściutki, gotowy do lotu, lecz stoi
Może lubej wyczekuje sroki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz